Stowarzyszenie

08.08.2015Schron przeciwlotniczy w Bytomiu-Miechowicach

Informacje na jego temat krążyły wśród mieszkańców Miechowic, ale ciągle nie było wiadomo nic pewnego. Wskazywano podwórko nieczynnej już miechowickiej szkoły, która w ostatnim okresie funkcjonowała jako gimnazjum. Dopóki nie została zamknięta. Szkoda, bo to piękny i zabytkowy budynek, noszący na sobie ślady walk ze stycznia 1945 roku.
Za budynkiem znajduje się ogrodzone podwórko szkolne, a tam widoczny nasyp ziemny. Dzięki uprzejmości dr-a Adama Kubacza dysponowaliśmy również niemieckim planem schronu. Widać było tylko jedno, nieco odkopane wejście. To wszystko.
Dzięki determinacji mieszkańca Miechowic Andrzeja Habraszki (mojego przyjaciela jeszcze z młodzieńczych lat) zaczęliśmy robić coś, aby przekonać się, czy schron rzeczywiście istnieje i jaką ma wielkość. Do prac przyłączyli się Irek Okoń i Mariusz Tazbir, kolejni mieszkańcy Miechowic, związani z "Gazetą Miechowicką". Właściwie każdego dnia pojawiał się ktoś zainteresowany tym, co się dzieje...
Otrzymaliśmy stosowne pozwolenie z Urzędu Miasta Bytom na rozpoczęcie prac (oczywiście na Pro Fortalicium). No i zaczęło się. Najpierw ręcznie odkopaliśmy widoczne wejście. Ukazał się korytarz zalany wodą na wysokość 1m. Andrzej Habraszka i Tomasz Wojdyła (Pro Fortalicium) sprawdzili go. Okazało się, że na kilkanaście metrów długości, jeden zakręt i kończy się zasypanym wejściem. Trzeba było odpompować wodę.
Sprawą zainteresowali się miechowiccy radni, a szczególnie Michał Napierała. Dzięki pomocy radnego Tomasz Waca na miejscu pojawiła się Straż Pożarna, która odpompowała wodę. Jak na razie nic się nie zgadzało z niemieckim planem, bo po prostu reszty schronu... nie było.
W kolejnych dniach pojawił się ciężki sprzęt. Koparka odkopała zasypane wejście, które, jak się okazało, wcale nie było wejściem. To tylko załamanie korytarza, który został uszkodzony podczas prac ziemnych przy kładzeniu sieci cieplnej. Szkoda. Ale gdzie reszta schronu?
Trzeba się było przyjrzeć niemieckiemu planowi. Zaznaczono na nim główne wejście. Znowu ciężki sprzęt (przy pomocy radnego Napierały) i kolejne prace. Jest! Trochę inaczej usytuowane, niż na planie, ale jest. Co z tego. Zalane wodą i zamurowane. Ale to nie był powód do rozczarowań. Andrzej i Irek chyba już zdążyli się zakochać w tym miejscu. Zresztą Michał Napierała też.
Kolejny dzień prac z wykorzystaniem pomp i ciężkiego sprzętu. Woda zniknęła, a ścianę rozkuto. Za nią tunel. Bardzo długi. Kolejna penetracja. Kilkadziesiąt metrów tunelu, właściwie w bardzo dobrym stanie. Wszystko kończy się zawałem.
Wychodzi na to, że niemiecki plan dobrze pokazuje schron, którego fragment został uszkodzony podczas wspomnianych prac ziemnych. Ale to nie jest przeszkodą, bo reszta jest w dobrym stanie. Osoby zaangażowane w opisane prace z determinacją chcą, aby schron został wyremontowany. W przyszłości ma w nim powstać muzeum Miechowic i tragedii, która się tam rozegrała w 1945 roku. Chwała im za to. Oby każde miejsce miało takich mieszkańców.
Schron najprawdopodobniej pochodzi z lat 1942-1944 i był przeznaczony dla 250 osób - chyba uczniów szkoły. Został wybudowany w nietypowy sposób - przy użyciu betonowych prefabrykatów.
Zresztą obejrzyjcie sobie Państwo galerię zdjęć, głównie autorstwa Irka Okonia...
A wiecie, od czego wszystko się zaczęło? Od telefonu do mnie, w którym Andrzej powiedział: "Darek, chciałbym coś zrobić, coś dla ludzi...". No i tak się zaczęło...
Postępy prac możecie Państwo śledzić na internetowej stronie "Gazety Miechowickiej" - link tutaj.
Dariusz Pietrucha, Pro Fortalicium