Stowarzyszenie

20.20.2015Rocznica zamachu Stauffenberga

   20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu wybuchła bomba, która miała zabić Adolfa Hitlera. Ładunek podłożył Claus von Stauffenberg, który zapłacił za to własnym życiem. Jak co roku z tej okazji trwa prasowa i internetowa dyskusja, w której różni "znawcy" tematu wypowiadają się o motywach zamachu. Ciągle padają te same oskarżenia. "Nawrócenie" Stauffenberga i reszty uczestników spisku po klęsce stalingradzkiej, nacjonalizm Stauffenberga, który nie chciał oddać Polakom ziem uważanych przez nas za polskie, wcześniejsze zafascynowanie Stauffenberga narodowym socjalizmem, poparcie większości Niemców dla nazistów itd.
  Po prostu oddajmy cześć osobom, które odważyły się przeciwstawić tyranowi, choć wiedziały, czym ryzykują. A zarzuty? No cóż. Trzeba więcej doczytać o kształtowaniu się antyhitlerowskiej opozycji, która sięga swoimi korzeniami okresu przedwojennego. Trzeba bardziej poznać postać Stauffenberga, żeby nie pleść głupot o związku z klęską stalingradzką. Zarzucąc nacjonalizm możemy równie dobrze naszemu J. Piłsudskiemu czy R. Dmowskiemu. To były czasy nacjonalizmu w całej Europie. Stauffenberg był Niemcem a nie Polakiem. Trudno się spodziewać, żeby miał zamiar oddać nam ziemie, które Niemcy uważali za niemieckie. A zachwyt narodowym socjalizmem? No cóż. Stauffenberg był wojskowym. Zachwycał się szybkimi zwycięstwami Wehrmachtu, a nie ideą narodowego socjalizmu. Nosił na sobie wrogi dla mnie mundur. Ale szanuję to, na co się odważył. I dlatego każdego 20 lipca pamiętam o jego poświęceniu. Bo uważam, że tak należy...
Dariusz Pietrucha