Stowarzyszenie

25.25.2015Po piekarskim święcie wojska...

Po imprezie...

  Pogoda w niedzielę dopisała. Właściwie była jak na zamówienie. Dopiero po oficjalnej godzinie zakończenia imprezy zaczęło troszkę padać. Ale tylko troszkę. Właściwie nie wiem, czy był to deszcz, czy to anioły ocierały pot z czoła po bardzo pracowitym dla nich dniu. Pracowitym, bo przecież ilu wariatów takich jak my trzeba było tego dnia chronić? Być aniołem stróżem to niełatwa rzecz... (swoją drogą ciekawe, czy mój anioł stróż też ma wszystkie ciuchy w kolorach maskujących? Coś mi się wydaje, że tak).
   Praca trwała od samego rana. Melchior ozdobił ołtarz polowy siatką maskującą, którą wspaniałomyślnie wypożyczyli nam chłopaki z 34 DROPU-u. Waldek latał jak oszalały z narzędziami, bo ciągle trzeba było coś przykręcić, odkręcić, skręcić, zakręcić, wkręcić itp itd. Z każdą minutą przybywało wojskowych pojazdów. Przybywali rekonstruktorzy, którzy ze swoich samochodów wyciągali mundury i przygotowywali się do kolejnej bitwy. Mieliśmy wsparcie przeciwlotnicze z 34 DROP-u. Mieliśmy nawet wsparcie logistyczne z tarnogórskiego 5 Pułku Chemicznego. Przyjechała laweta z czołgami. Ryk silników, zapach spalin i broni - czyli swojsko i przyjemnie. Paweł rozłożył się z niezwykle ciekawym stanowiskiem informującym o historii policji w Europie i nie tylko. Muzeum Powstań Śląskich ustawiało swoje tablice i stanowisko. Tylko kawaleryjskie konie nie za bardzo miały co pić...
  Zaczęło przybywać VIP-ów. Nieco wystraszonych, bo przecież nigdy nie wiadomo, jak wszystko wyjdzie, a wokół wszystko w kolorach maskujących. Pojazdy, ludzie i ich myśli... To dla nas normalne. Rozstawiano namioty, gastronomia szykowała się do przyjęcia gości (choć jeszcze nie wiedzieli, jakie niespodzianki ich czekają), czyszczono broń i sprzęt.
   Później ruszyła Msza św., podczas której ksiądz biskup Marek Szkudło wspomniał o naszym Stowarzyszeniu, o naszym poświęceniu i efektach tego, co robimy. To miłe. Za to serdecznie dziękujemy. Chyba jeszcze nigdy biskup nie mówił o nas w tak miłych słowach. Po mszy część oficjalna - wojskowa. To najbardziej lubię. Głośne komendy, meldunki, wyprężone szeregi kompanii honorowej, dźwięki orkiestry wojskowej, stukot maszerujących butów, trzask odbezpiecznaej broni i huk salwy honorowej, na który podskakują w górę wszystkie kobiety (zresztą nie tylko one - piszę, żeby być sprawiedliwym).
  Następnie przemówienie p. Prezydent S. Umińskiej. Wiem, że bardzo się wszystkim denerwowała. Ale wiem również, że sobie poradzi. No i nie pomyliłem się. Jak zwykle - sprawnie, dobrze i treściwie. Dziękujemy za słowa uznania wobec naszego Stowarzyszenia. To miłe. Wcześniej w Piekarach udawano, że nas nie ma. Choroba, miałem już o tym nie gadać... Owa przeszłość wylatuje z naszych myśli, a złe wspomnienia schowajmy tam, gdzie bardzo rzadko zaglądamy. Zostaliśmy również wyróżnieni statuetką Święta Wojska Polskiego na Kopcu, wręczoną mi osobiście przez p. Prezydent. "Ku chwale Ojczyzny!"
   Później trochę się pokomplikowało. Konie nie za bardzo chciały wziąć udział w pokazie kawaleryjskim, który trzeba było przesunąć w czasie. Właściwie im się nie dziwę. Nie dano im pić, to się obraziły. Słońce prażyło niemiłosiernie. Strażacy pokazali, jak działają w przypadku zdarzeń drogowych. Odbył się pokaz sokolniczy, który miał być o wiele krótszy, a wyszło ze sporym poślizgiem. Pirotechnicy skończyli przygotowania. Media latały jak oszalałe, by znowu coś pokręcić. TV Bobrowniki walczyło z uciekającym sygnałem, aby móc prowadzić na żywo relację z Kopca. Gastronomia została pozbawiona prądu. Lody pięknie i dostojnie rozpływały się w lodówce. Kiełbasy smażyły się jedna po drugiej - po wojskowemu - równo i w szeregu. Tylko Pani wydająca jedzenie coś narzekała, że talony przekazane rekonstruktorom i członkom stowarzyszenia (umówione, darmowe i przygotowane przez gastronomię) coś się rozmnożyły. Szkoda, że nie zauważyła, że klientów też się namnożyło. A gdyby nie impreza, siedziała by w domu i nie miała okazji do zarobku. Dziwny jest ten świat...
  No i rekonstrukcje. Najpierw powstańcza. Może mniej spektakularna, ale szczególnie ważna. Bo to miejsce autentycznej walki powstańców, którzy znowu znaleźli się tutaj z karabinami w garści. Później przerwa (wiem, wiem - o wiele za długa) i druga rekonstrukcja - tym razem walk z września 1939 roku. Pirotechnika, wystrzały, czołgi PzKpfw II i 7TP, strzelająca jak oszalała armata przeciwpancerna Bofors. Myślę, że wszystkim się podobało...
  Chciałbym podziękować wszystkim, dzięki którym owa impreza się odbyła. Szczególnie Kamilowi, któremu chyba ubyło z 5 lat z  życiorysu. Wszystkim członkom naszego Stowarzyszenia, którzy zjawili się do pomocy. A było ich naprawdę sporo. P. Prezydent S. Umińskiej za normalność, szczery uśmiech i zwykłe, ludzkie odczucia. Rekonstruktorom za wsparcie. Żołnierzom za pomoc, sympatię, poświęcenie i zrozumienie. Ich dowódcom za przychylność. I Wam, wszyscy widzowie za to, że przychodzicie spotkać się z nami...
   Wiem, trochę nie wyszło. Wspomniana woda dla koni. Rozciągnięcie w czasie. Złe nagłośnienie podczas rekonstrukcji. Błędy gastronomii. Wszystkie inne potknięcia, których nawet nie zauważyliście, ale my o nich wiemy. Ale co tam... było fajnie. I mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej na drugi rok. Ale to tylko dzięki Wam...
Pozdrawiam serdecznie
Dariusz Pietrucha
Pro Fortalicium
 
P.S. Poniżej linki od stron z materiałami filmowymi lub prasowymi z imprezy. Nie wiem, w jaki sposób, ale dziennikarze zawsze muszą coś pokręcić lub przekręcić. A można im mówić i mówić... Nagrywają, fotografują, pytają i słychają odpowiedzi, a wyjdzie nie tak, jak trzeba. No i czasami te dziwne tytuły... np. "Kto dziś zginie?". Aha - mamy straty. Namiot nam się połamał. Zawiało i fruuuu... Ale naprawimy. I będzie dobrze...

Link do materiału filmowego (najobszerniejszego) TV Bobrowniki.
Link do wiadomości w TVP 3.
Link do materiału TVS.
Link do materiału Dziennika Zachodniego.
Link do materiału radiaem.
Link do strony internetowej Urzędu Miasta Piekary Śląskie.
Link do materiału Radia Piekary.
Link do  materiału Gwarka.