Stowarzyszenie

09.09.2022Odkrywca

 - Po publikacji tego artykułu zamykamy sprawę. Nie będę ciągnąć dyskusji – usłyszałem w rozmowie telefonicznej z redaktorem naczelnym „Odkrywcy”.

- Tak, oczywiście. To dla mnie zrozumiałe – odpowiedziałem.

To wszystko przed publikacją mojego artykułu w listopadowym numerze „Odkrywcy”.

Wiecie, czego nie lubię? Umawiać się na coś z drugim facetem, a później dowiedzieć się, że ktoś postąpił zupełnie inaczej. Nie cierpię tego. Umowa to taka męska sprawa. Tymczasem ze zdziwieniem czytam, że „Odkrywca” proponuje dyskusję, byle merytoryczną. Kto miałby oceniać wartość merytoryczną takiej dyskusji? Obawiam się, kto…

Czytam również, że użyte przeze mnie określenie „samozwańczy specjalista” jest nie na miejscu. Mowa o prowadzącym w „Odkrywcy” dział „Fortyfikacje” Jerzym Sadowskim. Co prawda kontrowersyjny, bezkompromisowy, ale przecież bunkrowiec z 40-letnim stażem. Posiadacz zbioru kilkunastu tysięcy zdjęć dokumentujących fortyfikacje oraz dokumentacji autorskich zawierających inwentaryzacje kilkuset polskich schronów. Trzeba z nim rozmawiać merytorycznie, a nie prowadzić spór ad personam. Taka dobra rada płynąca ze strony „Odkrywcy”…

Szanowny Panie Andrzeju –pyskówek z opiekunem działu w Pańskiej gazecie mam po dziurki w nosie. Wolałbym już nigdy ich nie prowadzić, ale wywołany do tablicy broniłem honoru moich Koleżanek i Kolegów ze stowarzyszenia, których ów „specjalista” ocenia nie inaczej, jak „szkodniki”, „partacze” czy „amatorzy” itp. Prawda jest albo po stronie Pana Sadowskiego, albo po żadnej. Nie wiem, ile ma zdjęć (ja też mam ich sporo, a w stowarzyszeniu mamy bez wątpienia więcej, niż on), a z inwentaryzacjami kilkuset polskich schronów to Pan przesadził. Skąd te kilkaset schronów? Dokument w formie inwentaryzacji wspomniana osoba robi tylko tam, gdzie mu za to zapłacą. Dla przykładu, w Chorzowie bez skrupułów wyrwał nam niemałą kwotę z przyznanej nam (Pro Fortalicium) puli pieniędzy.

Niech Pan jeszcze raz przeczyta zakończenie mojego artykułu. Współpracujemy ze wszystkimi, z którymi da się współpracować. Dla przykładu – wczoraj z rozmowie telefonicznej mój rozmówca (nota bene od lat pokłócony ze „specjalistą”, jak zresztą wiele innych osób ze środowiska) udzielił mi rady w sprawie malowania obiektów. No i co? Oczywiście spróbujemy.

Panie Andrzeju, ma Pan w gazecie osobę, która nie udziela rad, nie udostępnia materiałów (no chyba, ze za pieniądze lub dla własnej korzyści) i z którą nie da się prowadzić merytorycznej dyskusji. Musi Pan ten fakt zrozumieć…

W związku z tym, że mój artykuł w „Odkrywcy” został już opublikowany, poniżej przytaczam jego pełną treść z oryginalnym tytułem, który został zmieniony za sugestią Pana Andrzeja. Tekst został okrojony ze względu na brak miejsca, co w pełni zaakceptowałem. Nie podpisywałem umowy z „Odkrywcą” na jego publikację i nie wziąłem za niego żadnej gratyfikacji, więc uważam, że przytoczenie jego pełnej treści jest z mojej strony zasadne.

Męska umowa, Panie Andrzeju… Ech…

Zwróćcie, proszę, uwagę, na zdjęcia.

P.S. Listopadowy numer „Odkrywcy” polecam, bo ciekawy…

Świat według starożytnych filozofów

czyli w odpowiedzi na artykuł „Nowe perspektywy ochrony Obszaru Warownego Śląsk” autorstwa Stefana Fuglewicza w „Odkrywcy” nr 9 (284) z 2022 r.

Genialny Platon

   „Nic się nie dzieje przypadkowo, zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność”. Tak dawno temu rzekł Platon, mistrz greckiej filozofii i człowiek, który stał się jednym z fundamentów europejskiej kultury. Tak, Szanowny Autorze, Platon bez wątpienia miał rację. Jest mi niezmiernie miło, że docenił Pan fakt, że konferencja konserwatorska, która odbyła się pod koniec czerwca 2022 r. w Rudzie Śląskiej, zorganizowana przez Narodowy Instytut Dziedzictwa (NID), dotycząca fortyfikacji Obszaru Warownego „Śląsk” (OWŚ), zasłużyła w Pana artykule na określenie „To pierwsze takie zdarzenie w historii polskich fortyfikacji międzywojennych”. Jest mi tym bardziej miło, że w notce biograficznej określił się Pan jako „członek-założyciel Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji”. Podkreśla to znaczenie faktu, że wieloletnie działania TPF-u nie doprowadziły do zorganizowania nawet takiej konferencji, którą w ostatnim czasie udało się zrealizować na Górnym Śląsku. Był Pan na tej konferencji, co warto podkreślić, słuchał Pan wszystkich prelegentów i ich wypowiedzi – mam nadzieję, że uważnie. To niezmiernie ważne.

   Wracając jednak do słów Platona – wspomina Pan o organizatorach tejże konferencji: NID i Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków (ŚWKZ). Wszystko się zgadza. Widać słuchał Pan naprawdę bardzo uważnie. Tylko nie wiem, co się nagle stało z Pana percepcją. Wspomina Pan szereg działań podjętych przez instytucje państwowe opisując ruchy ówczesnego Generalnego Konserwatora Zabytków (GKZ - prof. Magdalena Gawin) oraz ŚWKZ, który zwrócił się do NID-u o wydanie opinii dotyczącej walorów zabytkowych i historycznych obiektów OWŚ. Wszystko to po tragicznym wyburzeniu schronów na Radoszowych, które według Pana słów odbiło się szerokim echem w naszym kraju i potokiem apeli o ich zachowanie. No i tutaj moje zdziwienie osiąga apogeum. Faktycznie – ze strony Pro Fortalicium wydarzenia związane z wyburzeniem tych obiektów to bardzo, bardzo aktywny okres. Protestowaliśmy wszędzie, gdzie się dało. Instytucje państwowe zasypywaliśmy pismami (służę ich kopiami). Alarmowaliśmy wszystkie media – nie tylko lokalne. Prosiliśmy, błagaliśmy i apelowaliśmy, aby pozostałe schrony zostały ocalone. Apelowaliśmy o pomoc do parlamentarzystów. Spotkaliśmy się z przedstawicielami firmy Pro Logis u ŚWKZ starając się wypracować jakiś kompromis. Fakt, przydałoby by się wsparcie TPF-u czy też wspomnianych przez Pana „specjalistów od fortyfikacji międzywojennych”, ale niestety go nie uzyskaliśmy. Tak, to był bardzo trudny czas. Tak na marginesie, bo chyba Pan źle usłyszał – owe wyburzone obiekty nagle zniknęły z gminnej ewidencji obiektów zabytkowych.

  Skąd moje zniesmaczenie, Szanowny Autorze? Wspomniane przez Pana instytucje państwowe nie zaczęły same od siebie interesować się problemem. To dzięki naszym interwencjom i determinacji machina urzędnicza została wprowadzona w ruch. To my naciskaliśmy na ŚWKZ, apelowaliśmy u GKZ, informowaliśmy samego Prezydenta RP, a także prowadziliśmy rozmowy w siedzibie NID-u w Warszawie, aby obiekty OWŚ objąć ochroną prawną. Prosiliśmy, aby już nigdy nie doszło do tragicznej powtórki z Radoszowych. Prowadziliśmy rozważną politykę medialną, by nacisk na instytucje i urzędy nie osłabł, a opinia publiczna była stale informowana o problemie. W końcu dało to efekty. Dziwi mnie to, gdyż na wspomnianej konferencji wszyscy prelegenci mówili o naszej bardzo dużej roli w tym procesie. Wszyscy. Szanownemu Autorowi jakoś to umknęło. Skoro zawiodła pamięć, wystarczyło spojrzeć na materiał filmowy, bo konferencja została przecież nagrana. Jeszcze jedno. Szanowny Autorze, planowana na tej konferencji dyskusja nie była „jej najważniejszą częścią”. Była tylko elementem dodatkowym, z którego zrezygnowano z racji przedłużenia czasu przez poszczególnych prelegentów. Najważniejsze było przekazanie informacji o stanie ochrony prawnej, o działaniach służb konserwatorskich i o stanowisku GKZ. Ja za najważniejszy uznałbym raport NID-u o walorach historycznych i zabytkowych OWŚ. Nie zrozumiał Pan chyba celu tej konferencji. Natomiast mój wykład, jak i niesamowite dokonania Karoliny Marciniak ze Związku Gmin Fortecznych Twierdzy Przemyśl miały na celu ukazanie dobrych rozwiązań w kierunku ratowania obiektów fortyfikacyjnych. Dobrych rozwiązań, Szanowny Autorze. Mówił o tym dr Krzysztof Wielgus.

Syndrom PF-u

   Czasami mam wrażenie, że narodziła się jakaś nowa jednostka chorobowa. Niektóre osoby nie potrafią wymówić nazwy naszego stowarzyszenia. Wydaje mi się, że w tym przypadku było podobnie, a nasza nazwa pojawia się raczej przy negatywnych przykładach Autora, niż pozytywnych (patrz ilustracje uzupełniające artykuł). Może wtedy ofiarom tego syndromu łatwiej przechodzi przez usta. Wiem, że naczelny redaktor działu „Fortyfikacje” w „Odkrywcy” (odpowiedzialny za opublikowanie materiału Szanownego Autora) już dawno zapadł na ów syndrom, ale, jak widać, choroba się rozprzestrzenia. Teraz dopadła Autora. Chyba tym należy tłumaczyć nagły brak PF-u przy opisie działań instytucji rządowych. Tak na poważnie, uważam to za perfidną manipulację. Czytelnik ma odnieść wrażenie, że Pro Fortalicium gdzieś tam marginalnie się pojawia, popełniając właściwie same błędy. Dla przeciwwagi – jeden z Miejskich Konserwatorów Zabytków (w tym przypadku kobieta) w trakcie tej konferencji powiedział mi: „Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że gdyby nie Pan, nie doszlibyśmy do tego momentu?”. Nie chodzi o tyle o mnie, tylko o Pro Fortalicium. To tak na podsumowanie złośliwego syndromu.

Mądry nauczyciel Platona

   Sokrates powiedział kiedyś: „Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy”. Autor opisując opracowanie stworzone przez NID pod tytułem: „Ocena wartości zabytkowych umocnień Obszaru Warownego Śląsk” wytyka błędy. Użycie określenia „schron piechoty” ja sam nie uważam za błąd. Czesi nie mają problemu z używaniem tego typu nazewnictwa. Braki w cytowanej w bibliografii literaturze przedmiotu nie przekreślają wartości merytorycznej tej pracy. Dla przykładu - niektórzy nasze opracowania celowo i notorycznie pomijają, pewnie ze względu na opisany wcześniej syndrom. Według Szanownego Autora podstawowym błędem osób pracujących nad opracowaniem (dr Ewa Waryś i Agnieszka Olczyk z katowickiej pracowni NID-u) był fakt, że w swoich działaniach nie współpracowały ze „specjalistami od historii fortyfikacji II RP”. Cóż, jest Pan w całkowitym błędzie. Pro Fortalicium na każdym kroku towarzyszyło wspomnianym osobom. Pracowaliśmy godzinami w terenie, docierając wspólnie do każdego obiektu i sprawdzając ich stan. Wśród naszych członków nie brakuje osób, które posiadają dużą wiedzę na ten temat, choć niekoniecznie mają w sobie tyle megalomanii, by określać się mianem „specjalistów”. Podobnie zresztą, jak określeniem „kustosz”. Pewnie kolejnym powodem pominięcia co niektórych osób jest fakt, że my pracowaliśmy za darmo. W przypadku niektórych to niemożliwe. Autor wytyka również brak w opracowaniu rzutów poszczególnych obiektów. Myślę, że nie były w tym przypadku konieczne (każdy schron jest doskonale opisany i nie można ich pomylić). Poza tym, wykonanie takich rzutów zabrałoby mnóstwo czasu. Dlaczego przy opracowaniu pominięto Szanownego Autora oraz fortyfikacyjnego redaktora, mogę się więc domyślać. Proszę jednak nie wprowadzać Czytelników w błąd.

   Nieważne, że opracowany przez NID dokument w ogóle powstał. Nieważne, że dzięki niemu ŚWKZ uzyskał ogromny argument, który można wykorzystać przy walce o każdy zagrożony obiekt. Nieważne, że opracowaniem dokonaliśmy przełomu w sposobie myślenia polskich instytucji i urzędów. Bez znaczenia jest fakt, że GKZ po raz pierwszy zabrał głos w obronie obiektów OWŚ. Głos silny i stanowczy. Najważniejsze jest to, że w opracowaniu popełniono jakieś błędy, a także pominięto jakieś opracowanie, którego autorem jest jeden ze samozwańczych „specjalistów”. Chwała ci, wielki Sokratesie, miałeś całkowitą rację.

Oświecenie wzorem Platona

   W XVIII w. Europa zaczęła myśleć zupełnie inaczej. To epoka Oświecenia. Ludzie poznając świat kierowali się empiryzmem mówiącym, że źródłem ludzkiego poznania są wyłącznie lub przede wszystkim bodźce zmysłowe docierające do naszego umysłu ze świata zewnętrznego. Określenie „doświadczenie” pochodzi z języka greckiego. No i ponownie wracamy do świata wielkich greckich filozofów. Platon powiedział: „Doświadczenie pozwala nam kierować własnym życiem wedle zasad sztuki, brak doświadczenia rzuca nas na igraszkę losu”. Mądrość Greków jest niepodważalna. Pro Fortalicium posiada w tym względzie ogromne doświadczenie. Przy remoncie kolejnych obiektów nie uciekliśmy od błędów (wspominałem o tym podczas własnego wykładu na konferencji), ale staramy się je poprawiać lub eliminować. To właśnie empiryzm. Nie uciekamy również od krytyki, jeśli jest ona merytoryczna. Nikt nie ma monopolu na nieomylność.

   Przy zdjęciach pokazujących obiekty pod naszą opieką pisze Pan, że Pro Fortalicium jest ich „użytkownikiem”. Szanowny Autorze, użytkownikiem może być Kowalski, który kupił sobie w sklepie nową pralkę. Członkowie naszego stowarzyszenia przejęli te obiekty od gmin, wyremontowali je od podstaw, często ponosząc koszty z własnej kieszeni. Okupili to wieloma godzinami pracy, poświęcając swój wolny czas. Wylali przy tym litry potu. Od tego momentu sprawujemy nad nimi opiekę, często ponosząc również koszty ich bieżącego utrzymania i konserwacji. Stąd nasze bogate doświadczenia w tym względzie. Empiryzm w czystej formie. W tym przypadku określenie „użytkownik” wydaje nam się dalece niestosowne. Mam nadzieję, że Pan również może pochwalić się takimi dokonaniami.

   Jeśli nie, to mam prośbę skierowaną do Pana, jak i do innych ludzi określających się mianem „specjalistów”. Wyremontujcie jakiś obiekt. Nawet malutki. Zróbcie to własnymi siłami. Pozyskajcie na to środki lub zapłaćcie z własnej kieszeni. Opiekujcie się nim przez długie lata. Zróbcie z tego obiektu wzorzec, którego będziemy się mogli trzymać. Jestem pewien, że przekonalibyście się, że remont i adaptacja obiektu nie jest łatwym zadaniem. Rzetelnie wykonywalibyście dokumentację remontową, regularnie sporządzali programy prac, stosowalibyście odpowiednie (przedwojenne) materiały, zachowalibyście historyczny kształt równi ogniowych (szczególnie na terenie dużego miejskiego osiedla mieszkaniowego) oraz odtworzylibyście wszystkie elementy wyposażenia zgodnie z historycznym pierwowzorem (biorąc pod uwagę gigantyczne koszty). Wszystko za darmo, dla idei. Wtedy chętnie skorzystamy z Waszych empirycznych dokonań. Czy od założyciela tak doświadczonej organizacji, jak Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji mogę liczyć na spełnienie tej prośby? Bardzo bym chciał dożyć takiego momentu.

Kłamstwo według Augustyna

   Augustyn z Hippony był wybitnym starożytnym filozofem, teologiem oraz organizatorem życia kościelnego. Rozczytywał się w filozoficznych dziełach Platona. W 395 r. napisał traktat „O kłamaniu”, gdzie uznał, że człowiek kłamie, gdy celowo mówi nieprawdę, a także stwierdził, że żadnemu człowiekowi nie wolno nigdy kłamać, nawet w celu zapewnienia komuś zbawienia. Szanowny Autorze, Pro Fortalicium posiada pod swoją opieką blisko 40 obiektów, a nie 16. Jeśli miał Pan na myśli tylko obiekty OWŚ, to jest ich około 25. Wystarczy zajrzeć na naszą stronę internetową, gdzie można łatwo policzyć owe schrony (udostępnione do zwiedzania i te, które są jeszcze remontowane). Czemu miało służyć podanie fałszywej informacji? Na konferencji, podczas swojego wykładu, wymieniałem różne aspekty działalności naszego stowarzyszenia. Pan zapamiętał tylko ustawianie tablic informacyjnych i organizację inscenizacji historycznych. Dlaczego pominął Pan milczeniem szeroką działalność publikacyjną, a także nie mniej szeroką działalność edukacyjną, o której mówiłem? Mam nadzieję, że nie było to celowe. Wspomina Pan również konkretne kwoty, które na remont obiektów przekazało nam miasto Chorzów. To ciekawe, bo o wysokości tych kwot nie mówiłem. Zadaje Pan pytanie, czy gminy mają nadzór nad spożytkowaniem tych kwot. Komu zadaje Pan to pytanie? Czytelnikom? Oni Panu nie odpowiedzą, bo nie wiedzą. My wiemy. Można było nas spytać. Opowiedziałbym Panu o skomplikowanej formie rozliczenia tych kwot (oczywiście na podstawie faktur). Mam nadzieję, że owo retoryczne pytanie nie było jedynie próbą wywołania u Czytelników cienia wątpliwości co do naszych działań. W przeciwnym wypadku Augustyn z Hippony nazwałby to kłamstwem. Jeśli chodzi o drugą podaną przez Pana kwotę z Chorzowa proszę pamiętać, że sporą część tych pieniędzy (przyznanych nam w ramach Budżetu Obywatelskiego) skasował pan Jerzy Sadowski tworząc dokumentację renowacji i zagospodarowania obiektu, choć nikt z nas o to nie prosił. Jednakże ówczesny Miejski Konserwator Zabytków w Chorzowie zlecił mu owe zadanie – nie wiem, dlaczego i po co. Pieniądze skasowane, dokumentacja do szuflady… Tak się ratuje zabytki, Szanowny Autorze.

    Pana artykuł ilustrują fotografie przedstawiające poszczególne obiekty OWŚ. Jest tam aż pięć fotografii przedstawiających obiekty, które mamy pod swoją opieką. Przy schronie nr 40 w Świętochłowicach napisał Pan, że „drastycznie przekształcono otoczenie schronu”, chociażby przez ustawienie ogrodzenia. No cóż, muszę wystąpić do władz miasta Świętochłowice, by wyburzyły osiedle domków jednorodzinnych, które powstało w bliskim sąsiedztwie schronu, dając mu jednocześnie szansę na remont. Muszę też zlikwidować ogrodzenie, dzięki któremu schron jest zabezpieczony przez mieszkańcami osiedla. Przy schronie nr 52 w Dobieszowicach napisał Pan, że „odsłonięto płytę detonacyjną i fragment kamiennego płaszcza (…)”, a także „Brukowana ścieżka dojściowa i placyk zlewający się z płytą detonacyjną zmniejsza jego czytelność”. Szanowny Autorze, my tych schronów nie remontujemy dla siebie, tylko w celu popularyzacji ich historii wśród wszystkich zainteresowanych. Jak mam bezpiecznie doprowadzić całe grupy zwiedzających do wejścia do obiektu? Mają się czołgać po trawie? Przy schronie przy ul. Partyzantów w Piekarach Śląskich napisał Pan, że „(…) najpewniej nie posiadał malowania maskującego”. Czyli nie ma Pan pewności, co nie przeszkadza Panu zarzucić nam jego malowania jako błąd. Przy schronie nr 5 w Chorzowie zamieścił Pan uwagę: „Odtworzony nasyp czołowy sięga zbyt nisko, a wyjątkowo jaskrawe, ahistoryczne malowanie wykonano też  w miejscach, które były smołowane i zakryte farbą”. Tu się z Panem całkowicie zgadzam. Tylko, Szanowny Autorze, czy był Pan tam na miejscu i wie, że zaraz koło strzelnicy przebiega jedna z najczęściej używanych na Górnym Śląsku linii tramwajowych? Może wspólnymi siłami rozbierzemy owo torowisko, aby bardziej zasypać schron? No i zdjęcie schronu pozorno-bojowego z Rudy Śląskiej, przeniesionego z efekcie budowy trasy N-S. Szanowny Autorze, gdyby nie nasze starania, ów schron nie zostałby przeniesiony, tylko najprawdopodobniej zniszczony. On sam się nie przeniósł. To po pierwsze. Przy jego zdjęciu (nota bene autorstwa jednego z naszych członków) napisał Pan: „przeniesiony (…) bez odtworzenia nasypu ziemnego, co wypacza ideę tej budowli”. Szanowny Autorze, on został wkomponowany w zbocze istniejącej trasy N-S. Wiem, że Pro Fortalicium jest w stanie dokonać rzeczy niebywałych, ale trasy N-S nie rozbierzemy ani nie zasypiemy. Pisze Pan również: „Imitację malowania maskującego wykonano także na bocznych fragmentach ściany, które zakrywały stoki nasypu. Kolory różnią się od historycznych, a kształt plam jest kreacją (…)”. Użył Pan zdjęcia, na którym pracownik firmy budującej trasę N-S maluje ten obiekt (Pro Fortalicium nie miało z tym malowaniem nic wspólnego), a farby nie zdążyły jeszcze wyschnąć.

   No i rzecz, która nie da się inaczej określić, jak bezczelnym kłamstwem. Przy wielu ilustracjach używa Pan rzekomego wzornika, którego autorem jest Jerzy Sadowski. Szanowny Autorze, wspomniany Pan nie odkrył owego wzornika w archiwach w teczce z 1939 r. Takowy nie istnieje. Opracował go sam jako własną wizję malowania maskującego. To nie jest żaden wzornik, ale jedynie autorska wizja człowieka, który jest jedynie pasjonatem fortyfikacji. Zestawiając go z fotografiami malowanych obiektów celowo wprowadza Pan Czytelników w błąd sugerując, że takie właśnie powinny być kolory maskujące. Nie ma nawet pewności, czy prezentowane na zdjęciach zachowane fragmenty malowania, które Pan Sadowski uznał za właściwe, są przedwojenne czy powojenne. Na swoje teorie nie ma on poparcia w żadnych naukowych badaniach. To nieprawda wypowiedziana przez Pana w celu, o jakim mówił Augustyn z Hippony, fan platońskiej filozofii. Tak na marginesie, Pan Jerzy Sadowski jest „użytkownikiem” (w tym przypadku owo określenie pasuje jak ulał, bo nie brał fizycznego udziału w remoncie) schronów w Jastarni. Pomijając tragiczny stan pozostałych, jeden jest udostępniony do odpłatnego zwiedzania (my nie pobieramy opłat za zwiedzanie naszych obiektów). Wspomniany obiekt nigdy nie został pomalowany, a obecnie posiada ahistoryczne barwy maskujące. Jak w tym przypadku ma się do rzeczywistości wzornik tegoż Pana? W tym przypadku ahistoryczność aż zwala z nóg.  

   Pisze Pan również: „(…) zorganizowanie jednego szlaku, biegnącego wzdłuż całej pozycji, z oznakowaniem i uporządkowaniem wszystkich dostępnych schronów oraz ich otoczenia. I taką propozycję złożył już pierwszy zarząd Stowarzyszenia Pro Fortalicium”. No i znowu kłania nam się wielki Augustyn. Szanowny Autorze, jestem członkiem Pro Fortalicium od 2004 r. Nie przypominam sobie, aby ówczesny wiceprezes stowarzyszenia Jerzy Sadowski czy też prezes w osobie szanownego Waldemara Machonia poza luźnymi rozmowami na ten temat złożyli gdzieś oficjalnie taką propozycję. Nie wiem, skąd taka informacja.

Wpisy do rejestru

   Mowa o obiektach wpisanych do Wojewódzkiego Rejestru Obiektów Zabytkowych, co daje tym obiektom całkowitą ochronę prawną. Szanowny Autor pisze, że to „przełom”, gdyż do jesieni 2019 r. na terenie całego kraju do owego rejestru było wpisanych tylko kilkanaście polskich schronów z okresu międzywojennego, a tylko jeden z  OWŚ (chodzi o schron dowodzenia). To wszystko prawda. Jednakże duża liczba wpisów do owego rejestru dokonana w ostatnim czasie to efekt działalności Pro Fortalicium, którą opisałem wyżej. Na uwagę zasługuje fakt bardzo dobrej współpracy naszego stowarzyszenia z obecnym ŚWKZ. To my wskazaliśmy większość obiektów, które należy wpisać w pierwszej kolejności, bo na różne sposoby były zagrożone. Wpisano również wiele tych, które Pro Fortalicium ma pod swoją opieką. Zgadza się również fakt, że wpisane obiekty nie zawsze zostały ujęte wraz z nasypami ziemnymi, które są ich integralną częścią. To bardzo złożony problem wynikający z podziału terenu na poszczególne działki, struktury ich własności i obecnego ukształtowania terenu. Faktem jest, że często jest to dla nas problem, bo teren wpisany do rejestru zwolniony jest z podatku od nieruchomości, a za pozostały musimy płacić. Jednakże, jeśli się nie da, to się nie da. Dla nas jest to kłopotliwe, ale zrozumiałe. Szanowny Autorze – wystarczyło spytać. Wszystko byśmy wytłumaczyli. W jednym miejscu Autor pisze o „przełomie” a w drugim o „niejasnych perspektywach”. Więc jak to właściwie jest?

Rada Arystotelesa

   Ten wielki grecki filozof, nauczyciel Aleksandra Wielkiego powiedział: „Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie”. Powiedział również: „(…) celem wiedzy teoretycznej jest prawda, a wiedzy praktycznej działanie”. Arystoteles był mądrym człowiekiem. Celem naszych działań jest stworzenie szerokiego frontu organizacji i osób zajmujących się ochroną fortyfikacji. Wymiana doświadczeń i wzajemne wspieranie się. Tylko w ten sposób możemy dokonać przełomu w zakresie ochrony tych obiektów. Co ważniejsze, współpraca ma pomóc nam wszystkim. Każdy przecież ma swoje doświadczenia i uwagi. Zrobimy wszystko, aby tak się stało. Nie myślę jedynie o terenie naszego kraju, ale o współpracy z organizacjami z innych krajów. Będziemy się starali organizować wspólne konferencje i wymieniać doświadczenia. Krytyka mile widziana. Merytoryczna i rzeczowa. Nie będziemy tolerować kłótni wywołanych przez osoby, które uważają, że mają monopol na wiedzę i nie mają zamiaru słuchać zdania innych. Teoria ma się mieszać z empiryzmem, ale to wszystko z zachowaniem szacunku dla drugiego człowieka i jego dokonań. To nasz cel. Ktoś, kto nie potrafi żyć i funkcjonować we wspomnianej przez Arystotelesa wspólnocie stanowi dla nas przeszkodę niweczącą działania wszystkich pozostałych. To zrozumiałe. Takiego człowieka będziemy omijać szerokim łukiem. Mamy również zamiar wykorzystać wsparcie władz, które udało nam się wywalczyć po ponad dwudziestu latach działalności Pro Fortalicium. Wykorzystać maksymalnie. Zapraszamy również do współpracy Szanownego Autora.

   Sam Pan jednak widzi, jak wiele musimy się jeszcze uczyć od starożytnych filozofów…

Dariusz Pietrucha, prezes Pro Fortalicium