Wymysłów grupa obiektów

Schrony bojowe grupy bojowej „Wymysłów” Obszaru Warownego „Śląsk”

 

   W okolicach miejscowości Świerklaniec, skręciwszy na prawo z drogi prowadzącej z Piekar Śląskich na Siewierz, możemy dotrzeć do wielkiego sztucznego zbiornika wodnego, który nazywany jest Zalewem Kozłowa Góra lub Jeziorem Świerklanieckim. Wzdłuż jego brzegu ciągnie się malownicza i długa tama, przez którą możemy swobodnie przejechać samochodem lub rowerem. Sam zbiornik wodny ma powierzchnię ponad 580 ha i gromadzi wody rzeki Brynicy spiętrzone w oparciu o wspomnianą tamę i groble. W pogodny dzień roztaczają się stąd przepiękne widoki na wzgórza miejscowości Niezdara czy Tąpkowice.
   Jednakże sztuczny zbiornik wodny nie powstał bez powodu. Wybudowano go w latach 1935-1939 (czyli w bardzo gorącym okresie w polskiej polityce zagranicznej) i miał on znaczenie militarne. Poprzez budowę tamy spiętrzono wody rzeki zalewając znajdujące się niżej tereny (kiedyś podobno pokryte lasem, a nawetz niewielką zabudową). Obecnie jest źródłem wody pitnej dla mieszkańców pobliskich miejscowości (Świerklaniec, Wymysłów, Dobieszowice, Kozłowa Góra). W czasach, kiedy powstawał, tereny te były własnością książęcej rodziny Henckel von Donnersmarck mającej w pobliskim Świerklańcu (niem. „Neudeck”) swoją wielką, przepiękną i niestety nieistniejącą już dzisiaj siedzibę (tzw. „Das Neue Schloß”).
   Budowa sztucznego zbiornika stała się powodem sporu między polskimi władzami a rodem Donnersmarcków, gdyż poziom wody okazał się większy niż planowano, co bezpośrednio zagrażało książęcym terenom. Jego pierwotne założenie obronne polegało na nagromadzeniu ogromnych ilości wody, co było ważnym elementem planów obronnych powstałych w czasach II Rzeczypospolitej, a dotyczących obrony mocno zagrożonej bezpośrednim uderzeniem niemieckim polskiej części Górnego Śląska.
   Główna koncepcja obronna sprowadzała się do tego, iż wzdłuż rzeki Brynicy Polacy budowali linię stałych umocnień (oczywiście chodzi o Obszar Warowny „Śląsk”), natomiast sam zalew był rezerwuarem wody, która w przypadku zagrożenia mogłaby być użyta jako swego rodzaju „broń”. Otóż poprzez otwarcie śluz w tamie woda miała być rozlana po okolicznych polach ciągnących się w stronę Dobieszowic, Kozłowej Góry i Piekar Śląskich i w ten sposób uniemożliwić przemieszczanie się wrogich wojsk. Poziom rozlanej wody nie miał być wysoki, a jedynie taki, by wróg nie mógł przejechać tamtędy sprzętem zmechanizowanym, natomiast przeprawa piechoty byłaby bardzo uciążliwa. Koncepcja obrony była, jak widać, bardzo prosta.

   Niestety kiedy we wrześniu 1939 roku doszło do prawdziwego uderzenia Niemców, założenie obronne dotyczące Zalewu Kozłowa Góra nie sprawdziło się. Po pierwsze napełniane zbiornika wodą zaczęło się w 1939 roku, ale tego lata panowała duża susza, co uniemożliwiło wykonanie zadania. Niedaleko stąd, w rejonie miejscowości Niezdara doszło do potyczek i wymiany ognia z Niemcami, ale na rozkaz dowódcy Armii „Kraków”, gen. Antoniego Szyllinga, polscy żołnierze stanowiący załogi schronów Obszaru Warownego „Śląsk” pod wieczór 2 września 1939 roku musieli opuścić swoje posterunki i wycofać się na wschód. Tak więc nigdy nie doszło do planowanego otwarcia śluz i zalania okolicznych terenów. Polskie umocnienia zostały po prostu opuszczone, a zalania nie wykonano. W 1940 roku prace nad wypełnieniem zbiornika wodą kontynuowali już Niemcy.
   Głębiej w lesie, na skraju zalewu wybudowano jeszcze kolejne obiekty. Obiekt znajdujący się zaraz u wylotu tamy jest schronem bojowym, który został zrewitalizowany. Posiada on bardzo charakterystyczny kształt. Wynika to z faktu, iż w oparciu o schron nie wykonano dodatkowych nasypów ziemnych. Jego ochronę stanowiło sprytne i zarazem proste w swojej konstrukcji rozwiązanie. Otóż ściany obiektu były zamaskowane drewnianymi lub ceglanymi ściankami, a całość na pierwszy rzut oka przypominała niczym nie różniący się od innych wiejskich zabudowań budynek gospodarczy. Stąd też charakterystyczny kształt schronu bojowego. My nazywamy go "Kwadraciokiem".
   Został wybudowany w 1939 roku. Jego zadaniem była bezpośrednia ochrona tamy.
Mimo małych rozmiarów schron posiadał dość silne uzbrojenie. Były to dwa ckm-y „Browning” wz.30 umieszczone w strzelnicach ściennych, z tym że jeden z nich chroniony był płytą pancerną. Oprócz tego uzbrojeniem załogi były dwa rkm-y „Browning” wz. 28, które mogły prowadzić niezależny ostrzał przez dwie kolejne strzelnice przeznaczone tylko dla nich. Obydwie strzelnice rkm-ów posiadały kiedyś uchylne zamknięcia. We wnętrzu obiektu znajdziemy również zrzutnię granatów ręcznych zamykaną kiedyś metalowymi drzwiczkami, strzelnice obrony wejścia (przeznaczoną dla broni ręcznej) oraz rury (zamykane kiedyś innym rodzajem metalowych drzwiczek) do wystrzeliwania rakiet sygnalizacyjnych. Tak też doskonale zamaskowany obiekt mógł stawić bardzo niemiłą niespodziankę dla przeciwnika. Jego siła ognia była naprawdę imponująca. Jeden z ckm-ów miał pole ostrzału wzdłuż tamy, drugi sięgał ogniem w stronę jazu na Brynicy i schronu nr 52 znajdującego się w Dobieszowicach. Rkm-y mogły prowadzić ogień w sektorach uzupełniających, tj. wzdłuż brzegu zalewu (w stronę kolejnego obiektu, na dioramie nr 12), natomiast drugi mógł ostrzeliwać pola i zalane tereny w stronę Dobieszowic. Dzisiaj obiekt stoi w niewielkiej odległości od zabudowań Wymysłowa i jest doskonale widoczny dla każdego poruszającego się główną drogą.
   Bardzo ciekawy obiekt znajduje się po drugiej stronie drogi, w głębi lasu. Jest to największy obiekt w tej grupie umocnień. Kiedyś znajdował się na skraju lasu, który od tego czasu porósł teren aż do samej tamy. Jest to ciężki schron bojowy wybudowany w 1938 roku. Na jego uzbrojenie składały się trzy ckm-y „Browning” wz. 30, z tego jeden umieszczony w kopule pancernej (sygnowanej ZO 1938 148 N1079), a dwa pozostałe w strzelnicach ściennych. Ckm z kopuły pancernej bronił samej tamy, drugi ostrzeliwał z nieistniejącej już strzelnicy ściennej brzeg zalewu, natomiast trzeci raził swoim ogniem tzw. zapole obiektu. Oprócz tego w schronie znajduje się garaż armatki ppanc., która w razie potrzeby mogła być wytoczona na stanowisko polowe.
   Na wyposażeniu obiektu bez wątpienia znajdowała się również nieznana ilość rkm-ów „Browning” wz.28. Wokół obiektu widać jeszcze relikty umocnień ziemnych.Obiekt znajduje się w bardzo ciekawym towarzystwie. Otóż obok niego możemy odnaleźć zachowane niemieckie umocnienia w postaci tzw. „kochbunkrów” i fragmentów umocnień ziemnych. Jest to niewielki wycinek tzw. „B2 Stellung”, niemieckiej linii obronnej, ostatniej rubieży obronnej Górnego Śląska, mającej za zadanie zatrzymać nadciągającą Armię Czerwoną. Niektóre polskie obiekty zostały włączone do tej linii. Prawdopodobnie tak było właśnie z tym schronem.
   Niestety obiekt znajduje się w opłakanym stanie. Ale jest to efekt jego bardzo ciekawej historii. Pierwszym rzucającym się w oczy uszkodzeniem jest solidne naruszenie bryły obiektu. Powstało ono w efekcie detonacji, jaka nastąpiła w jednej z izb obiektu (być może izbie ckm-u). Do wybuchu doszło najprawdopodobniej w 1945 roku i był on wywołany przez sowieckich saperów, którzy zebrali w okolicy porzuconą przez wycofujących się Niemców amunicję, składowali ją we wspomnianej izbie, a następnie zdetonowali. Siła wybuchu musiała być ogromna, skoro solidne betonowo-żelbetowe bloki zostały wyrzucone w powietrze i teraz znajdują się w najbliższym otoczeniu schronu (w promieniu do kilkudziesięciu metrów). Jedynym „pozytywnym” efektem tego wybuchu jest to, że obecnie możemy się dokładnie przyjrzeć konstrukcji uszkodzonych ścian obiektu (zdjęcie nr 11 i nr 12), choć wymusza to szczególną uwagę i ostrożność podczas zwiedzania. Schron posiada strzelnicę rkm-u obrony wejścia, a także charakterystyczną strzelnicę rkm-u wymierzoną na zewnątrz obiektu i wspomagającą wcześniej wymienioną.
   Ze schronem wiąże się jeszcze inna, znacznie ciekawsza historia, której ślady również są doskonale widoczne do dzisiaj. Kiedy na jesień 1939 roku cały obszar znajdował się już pod władzą Niemców, ci oczywiście dokładnie penetrowali polskie umocnienia, poznając ich konstrukcję i analizując zastosowane rozwiązania techniczne. Ale jednocześnie ogarnięty euforią sukcesu po szybkim pokonaniu Polski Adolf Hitler planował dla Wehrmachtu kolejne zadanie, jakim miało być uderzenie na zachód Europy, a konkretnie na Belgię i Francję. Co prawda co bardziej rozsądni niemieccy sztabowcy byli nastawieni do tego niechętnie (Niemcy pomimo sukcesu ponieśli duże straty w Polsce), ale Hitler uparcie forsował swój plan. Jak wiadomo granicy francuskiej strzegły potężne umocnienia linii Maginota i bezpośrednie uderzenie wydawało się szaleństwem, dlatego też trzeba było szukać innego rozwiązania. Wymyślono coś innego.
   W pierwszej kolejności miało być zaatakowane terytorium Belgii, przez które niemiecka armia miała przejść jak najszybciej, by od północy wkroczyć na terytorium Francji. Sporym problemem dla niemieckich sztabowców była ogromna belgijska twierdza nad Kanałem Alberta – Eben Emael, nosząca powszechnie opinię fortecy nie do zdobycia, a zagradzająca drogę Wehrmachtowi. Żołnierze 7 Dywizji Powietrzno-Desantowej (pod dow. K. Studenta), czyli spadochroniarze z tzw. Batalionu Kocha, których dowódcą był porucznik Witzig dostali zadanie wyeliminowania załogi belgijskich fortyfikacji. Mieli tego dokonać przy użyciu nowej broni, a mianowicie tzw. ładunków kumulacyjnych, które z łatwością niszczyły elementy pancerne i detonując w środku obiektu siały niesamowite zniszczenie. Stworzono je właśnie z myślą o niszczeniu fortyfikacji. W 1939 roku ładunki były dopiero w fazie prób. Spadochroniarze musieli sprawdzić ich działanie na konkretnym obiekcie. Do tego celu wybrano polski schron w Wymysłowie. Na kopule pancernej do dzisiaj widać ślad użycia ładunku o wadze 50kg, który spowodował przepalenie stali oraz obok mniejszego (12,5kg) który okazał się jednak niewystarczający do zniszczenia kopuły.Niemcy nauczyli się dobrze używać swojej nowej broni, gdyż w prawdziwym ataku na Eben Emael (10 maja 1940) dzięki użyciu ładunków kumulacyjnych stracili tylko 6 żołnierzy, a 15 mieli rannych. Belgowie stracili 23 zabitych i 59 rannych, a kilkusetosobowa załoga twierdzy poddała się po kilku godzinach walki. To otworzyło drogę Wehrmachtowi w głąb Belgii. Kanwa tej opowieści stała się powodem wizyty Bogusława Wołoszańskiego w tym obiekcie, gdy kręcił odcinek "Sensacji XX Wieku" poświęcony atakowi Niemców na Eben Emael.
   Przemieszczając się wzdłuż drogi, nieco w lesie, na widocznym wzniesieniu dostrzeżemy kolejny obiekt (na dioramie oznaczony jako F). Jest to schron pozorno bojowy wybudowany w 1938 roku. Jego zadaniem była obrona tzw. zapola obiektu nr 12 (później też nr 11), a jednocześnie wprowadzenie przeciwnika w błąd. Schron składa się z niewielkiego pomieszczenia ze strzelnicą (dla rkm-u „Browning” wz.28). W celu dezorientacji przeciwnika obiekt posiada dłuższą ścianę imitującą istnienie większego obiektu, którą nawet wyposażono w fałszywe drzwi. Tego typu schrony budowano w celu ściągnięcia na siebie ognia przeciwnika (szczególnie artyleryjskiego), co miało zapewnić między innymi mniejszą koncentrację ostrzału na innych obiektach.
   W 1939 roku na samej tamie wybudowano dodatkowo jeszcze murki strzeleckie, czyli ścianki z małymi otworami strzelniczymi, których zadaniem była ochrona strzelców prowadzących ogień z broni ręcznej w najbliższe otoczenie tamy. Całość tworzy bardzo ciekawy zespół obiektów fortecznych, położonych w ciekawym, ładnym i spokojnym miejscu, idealnym do zwiedzania.